->
 



 Aktualności


 Autobiografia


 Powieści


 Poezje


 Filmy


 Seippowie


 Humidor


 Wywiad


 Kontakt





Aktualności

22-07-2016

O wygładzaniu fałdy brzusznej albo co dzisiaj interesuje młode dziewczyny

– To co ty, Jurek, tam robisz na tej wsi cały dzień?
– Siedzę i myślę.
– I masz na to czas?
– Jak nie mam czasu, to tylko siedzę.

To taki wstęp do wstępu, żeby zwrócić uwagę na moje poczucie humoru wypełniające felieton poniżej. Dorzucę jeszcze wspomnienie kąśliwego pytania pewnej blogerki modowej, kiedy trzy lata temu zacząłem pokazywać się publicznie z 18-letnią Jadwigą Bogusławską:

– O czym wy p o t e m rozmawiacie?

Zanim zaprezentuję ciętą ripostę, którą wówczas błysnąłem opiszę wam dzisiejsze popołudnie starego pisarza walczącego z nadwagą. Najpierw Jadwiga pojechała załatwić sprawy na uniwersytecie i przy okazji spotkać się z przyjaciółmi, a ja – ponieważ jest pierwszy dzień kolejnej pięciodniówki kiedy wolno mi jeść warzywa – ugotowałem gar mięsa z marchewkami, kalafiorem i cukinią. Rozmowę przy stole zaczęliśmy od mojej porannej wagi: 102 kg. Tak, tak! 14 pięciodniówek za mną i z dumą mogę poinformować, że jest mnie o 14 kg obywatela mniej.

Czytaj dalej....


GWIEZDNE WOJNY SĄ WŚRÓD NAS

Razem z Jadwigą Bogusławską zostaliśmy zaproszeni na spotkanie-dyskusję o naszej książce Ostatnia miłość. Romans pornograficzny dla młodzieży i rodziców. Było ciekawie, Jadwiga szybko wyprowadziła dysputę z piaskownicy „Czy to prawda?” na poligon postrzegania kobiety w społeczeństwie, gdzie religia, tradycja i kultura wciąż nadają jej podrzędną, służalczą rolę.

Miałem chwilę oddechu kiedy współautorka książki zdobywała publikę opowiadaniem jak to w XIX-wiecznej Irlandii picie herbaty zostało kobietom zabronione, bo jeżeli kobiety miały na to czas, to znaczy że zaniedbywały mężów. Od herbaty stawały się zuchwałe i trudniej było je „poskromić”. Mężczyźni uznali, że herbata powoduje u kobiet niemoralne tęsknoty, a nawet poglądy rewolucyjne!

Czytaj dalej....


21-05-2016

jedni budzą się z uczuciem
że wszystko co nas otacza pełne jest tajemnic
inni
że świat dostępny jest tak prosty
jak przyjemność dotknięcia kobiety leżącej obok




Napisał do mnie czytelnik: „Słucham audiobooka Historia filozofii Tatarkiewicza, tom 1, część 3. Naprawdę chciałem się w to wciągnąć, ale już na początku rozwiązują całą zagadkę zdankiem: właściwa natura Boga jest niepoznawalna... No to po co dalej słuchać?”.

Czytaj dalej....


06-03-2016

Co niedzielę przeglądam do herbaty „English Breakfast” zaległą prasę. Zawsze kilka artykułów zwraca moją uwagę co oznacza, że wybrane zdania czytam głośno, dyskutujemy je z domownikami oraz – mailowo – z gronem przyjaciół i rodziną posiadającą własne gospodarstwa domowe. Dzisiaj też nie było inaczej, jednak powiązanie pewnych tematów w polsko – europejski węzeł spowodowało, że chciałbym i Państwu poddać je pod rozwagę.

Pierwszy intrygujący artykuł opowiadał o przyroście naturalnym zwanym dzisiaj w Polsce dzietnością, drugi o tym, że kompetentnie kupiony nowy samochód może stać się inwestycją a nie ruskim bankiem. Obydwa dotyczyły pieniędzy, więc nie dało się ich rozważać osobno.

Czytaj dalej....


13 grudnia roku pamiętnego

Kiedy słyszymy dzisiaj co i rusz: „życie przerosło kabaret” prawie nikt nie pamięta, że zwrotu tego publicznie po raz pierwszy użył Tadeusz Ross w 1981 roku, śpiewając z Andrzejem Zaorskim:

„Kabaret, kabaret lecz śmiechu w nim mało
I słowa w nim gorzkie, bez blasku i zalet
Bo tak proszę państwa fatalnie się stało
Że życie przerosło kabaret”

Czytaj dalej....


"Święto 3 króli, 2015"

Jadwiga sobie smacznie pochrapuje, a ja po wypiciu piwka o 6 rano stoję z latarką – co by jej nie budzić – przed półkami bibliotecznymi i wyłapuję nazwiska poetów, którzy już nie żyją. I nie chodzi o Słowackiego, tylko o takich, z którymi albo się w życiu minąłem, albo przynajmniej ich czytałem w pismach literackich. No i kupiłem. Część z nich była o pokolenie starsza, ale taki jest system – mało komu przyjdzie do głowy, że (gdyby żyli) Jim Morrison miałby dzisiaj 71 lat, a Jimi Hendrix 72. Pewnie głosowaliby na PiS.

Czytaj dalej....


02-09-2014

57 Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej „Warszawska Jesień” albo czulent z żółtym serem

Jestem nieuleczalnym wielbicielem prozy Izaaka Bashevisa Singera, jakkolwiek mam kolegów, którzy na widok jego książek dowcipkują: „czuję czosnek!”. Oczywiście są to tylko starcze facecje – 90% młodych Polaków czosnek kojarzy raczej z egzotycznymi potrawami serwowanymi dzień i noc w każdym mieście, a nie z wyznawcami najokrutniejszego Boga w historii wszystkich religii monoteistycznych.

Czytaj dalej....


10-01-2014

Ostatnio nasz kraj doświadczają tragedie powodowane przez pijanych morderców w 2-tonowych stalowych zbrojach, których producenci zamawiają artykuły, że nie jest tak źle, że statystyki mówią co innego, ginie nas coraz mniej, że nie można łączyć wypicia 200 ml wódki ze śmiercią 6 osób w jednym błędzie kierowcy. Jestem zawodowym pijakiem, wróć: pisarzem, czasami też kierowcą, więc kogo, jak nie mnie, młodzież zasypała pytaniami: czy kiedykolwiek da się w Polsce coś na to poradzić?

Czytaj dalej....


03-02-2013

KRÓTKI APEL DO MŁODZIEŻY POLSKIEJ

Kurczę pieczone, to ja się bronię przed głupotą rękami i nogami, a tu mnie mobilizują „napisz coś!” po ostatnich wydarzeniach. Nawet flaszkę postawili staremu pisarzowi (kochana młodzież!) żebym publicznie zajął stanowisko. Odmawiałem, bo głupota naprawdę mnie nie rajcuje, ale w końcu dałem się wciągnąć. Kiedy?
Jak obywatel Gowin Jarosław pluł z mównicy na naszego premiera twardo twierdziłem: pańska sprawa, nie gajowego. Jak niejaka Pawłowicz opowiadała o bokserze co się nażarł hormonów, nawet tego nie zauważyłem. Ale jak mi młodzi podetkali pod okulary Apel Poznańskich Naukowców skupionych w Akademickim Klubie Obywatelskim to dałem się nabrać, flaszkę wypiłem i oto pisarski komentarz.
Zagłębiwszy się w temat dowiedziałem się że niejaka Pawłowicz to nie robotnica zakładów tytoniowych, ale Profesor! Czyli Elita Intelektualna Narodu Polskiego, co to nikt nie ma prawa mu podskoczyć. Bardzo przepraszam w takim razie, ale jeżeli ona nazywa drugą kobietę – choćby z wyboru – małpą, to coś w tym musi być. Moje szare – ale wciąż katolickie! – komórki pod wpływem herbatki z prądem poprzecierały oczy i wszystko stało się jasne.

Czytaj dalej....


26-11-2012

Czułem pewne zakłopotanie, że w sobotę nie potrafiłem spełnić twoich oczekiwań na środku ulicy w biały dzień i dowieść za pomocą argumentów filozoficznych jedności Ciebie i Twoich Majtek. Niestety, z powodu wprowadzanego przez 42 lata do organizmu oceanu wódki w dzisiejszych czasach nie mam szans na szybkie riposty, a moja pamięć płata takie figle, że czekam na dzień, w którym zapytany: jak się nazywasz? odpowiem: errr…hmmm… no przecież wiem… chwileczkę… zaraz sobie przypomnę… Za to kiedy skupię się nad kartką papieru (przed ekranem komputera) mój rozum uspokaja się i zaczyna tworzyć zdania i przewody, których później nie muszę się wstydzić. I tak właśnie dopiero przy poniedziałku, na spokojnie, mogę wrócić do tematu jedności Ciebie i Twoich Majtek.

Czytaj dalej....


25-04-2012

Pamiętacie Państwo wizytę w Polsce prezydenta Baracka Obamy? Rozczarowanie, że nie przyjechał z szanowną małżonką? Przypomnę więc, jak wyglądała ta wizyta od strony towarzysko rozrywkowej: pierwszego wieczoru spotkanie z weteranami AK – mężczyznami w wieku około 90 lat. Następnego dnia spotkanie z weteranami powstania w Getcie – panami o podobnych peselach. Wieczorem spotkanie w weteranami Solidarności – tu już młodziki, ledwie po 70-ce. Trudno się więc dziwić, że kiedy ustalono program wizyty, pani Michele Obama spanikowała, i stwierdziwszy że czeka na bardzo ważny międzynarodowy telefon została w jednym z krajów, gdzie można spotykać się i rozmawiać z mieszkańcami obojga płci i wszystkich generacji o radościach i perspektywach lokalnego życia, a nie tylko o bohaterstwie, orderach i liczbie ubitych komunistów.

Czytaj dalej....


02-01-2012

Ostatniego Sylwestra zostałem zaproszony aż na trzy imprezy, aby więc tego nie zmarnować trzymałem gardziołko na wodzy przez cały dzień. Tradycyjne pierwsze piwko o 13-ej, drugie pod wieczór i koniec – szlaban na Ukochaną, choć organizm protestował. Warto było się poświęcić: imprezy różnorakie i wspaniałe, tu artyści, tam młodzież, ówdzie towarzystwo telewizyjne, wszędzie życzliwość, toasty, misie i ciepłe słowa. Młodzież spijała mądrości z Pana Pisarza ust, z artystami podbijaliśmy wszechświat, z mniej lub bardziej znajomymi śmialiśmy się z pieniactwa, zadęcia i innych naszych narodowych przywar. Rano wróciłem do domu pieszką przez Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście i właśnie ten spacer wywołał pewną refleksję, którą chcę się z Państwem podzielić.

Na jednej z imprez większość towarzystwa preferowała blanty zamiast Mojej Miłości, sączyli sobie winko, kolorowe drinki, gadaliśmy o filmach, książkach, filozofach, a nawet seksie poza i małżeńskim także. Uczta duchowa była pełna, radość intelektualna ogromna, i pomyślałem sobie wówczas, że oto ja, sączący wódeczkę, za parę godzin zwalę się pewnie pod stół u obcych ludzi, być może nawet wdam się wcześniej w awanturę, ale w ramach polskiej kultury jestem swój, akceptowany, i postępuję zgodnie z prawem. Natomiast wszyscy ci sympatyczni i kulturalni ludzie, którzy po wypaleniu paru jointów będą się kochać lub spać we własnych łóżkach, a następnego dnia nie będą wołali: „Piwa albo krew się poleje!” tylko wstaną i zajmą się noworocznymi sprawami, wszyscy oni popełniają poważne przestępstwo. Poważne, bo nawet mój ukochany Pan Premier powiedział, że na temat statusu trawy nie będzie z nikim dyskutował.

Była to myśl przelotna i pewnie bym o niej zapomniał, ale oto znalazłem się na Nowym i Krakowskim w Nowy Rok około 4 – 5 rano. Karetki kursowały w tę i z powrotem, od ich syren odpadała głowa, a wokoło krew, krzyki, bójki, porozbijane butelki i nieprzytomne dziewczyny leżące na chodnikach w podartych rajstopach. I właśnie wtedy przypomniałem sobie imprezę sprzed paru godzin. I tak sobie pomyślałem tym razem, gdzie bym wolał, żeby moje dzieci się bawiły.

Ja wiem. Moja śp. Mamusia zapytałaby, a czy nie można pić z umiarem? Ktoś inny może dodać, że jego dzieci w ogóle nie piją, i spędziły sylwestra w domu przed telewizorem. Oczywiście. Są też białe wieloryby. Są małżeńskie przysięgi w kościele na zawsze chroniące przed rozwodem. A socjalizm czyni wszystkich ludzi równymi i szczęśliwymi.

Ja nie palę. Jestem starym weteranem romansu z Umiłowaną, z sercem i mózgiem całymi w bliznach z jej powodu. Ale jeżeli podstawowym argumentem przeciwko legalizacji marihuany ma być stwierdzenie, że jest ona Narodowi Polskiemu obca kulturowo, a to, co się działo w mieście po imprezie jest legalne, polskie i katolickie, to powiem szczerze, że ja pierdolę taką kulturę. Mnie już nie zostało wiele gorzałki do wypicia i będę jej służył do samego końca. Mojego, bo przecież nie jej. Mnie wychowali pisarze alkoholicy i miałem niewielkie pole manewru. Młodzi ich (na razie) nie czytają, więc niech chociaż mają wybór: jak najszybciej pozwólmy im bawić się czymś innym prócz alkoholu, bo to się naprawdę źle skończy.

09-05-2011

Mam nadzieję, że wierzą mi Państwo na słowo, iż nie jestem zwolennikiem spiskowych teorii świata, ale ostatnio...

Być może powiecie, że próbując walczyć z Szaleństwem sam w końcu zaraziłem się i...

No dobrze, dosyć kręcenia, przyznam się wprost: zaczynam podejrzewać, że na naszych oczach (i uszach) odbywa się perfidna, przemyślana i zmasowana akcja wytępienia Narodu Polskiego.

Ja naprawdę nie kpię, ani nie żartuję. Sprawa jest zbyt poważna. Zaczęło się wszystko niby niewinnie. Producent jogurtu zamówił kampanię reklamową w pewnej agencji - zwyczajna sprawa - i oto od kilku miesięcy nasze telewizory podpowiadają nam rano, w południe i wieczorem, że kobiety spacerujące wokół nas ciągle pierdzą. Mało tego, kierowane geniuszem copywritera, one informują o tym wszystkich dookoła!

Mam pytanie. Czy ktokolwiek z Państwa, kiedykolwiek, spotkał się z takim wypadkiem, że jego dziewczyna - żona - matka wstaje od stołu mówiąc: "wcinajcie kochani dalej, ale ja muszę iść się wysrać!" Nawet gdyby ktoś bez rozumu zadał jej pytanie: "gdzie idziesz?" usłyszałby raczej coś o przypudrowaniu noska. Na fizjologię nie ma mocnych, ale jest jeszcze kultura osobista. I nie mam wątpliwości, że nigdy nie usłyszę od kobiety z ręką na brzuchu informacji: "ach, po tym pysznym obiedzie muszę się wypierdzieć!" Bo oprócz kultury każdy człowiek, bez względu na płeć, posiada również instynkt samozachowawczy.

Czytaj dalej....


13-04-2011

"Będąc młodym poetą" nie mogę nie odnieść się do nagłego szumu wobec zacytowania wiersza przez nie-poetę. Moje stanowisko jest jednoznaczne: bez względu na płeć, wiek i stan umysłu cytować poetów może każdy. Na miłość boską, czy naprawdę szaleństwo jest aż tak zaraźliwe? Chcemy wskazywać osoby, którym wolno, lub nie, czytać wiersze? Wiem, co napisał Nietzsche, łagodny jak baranek filozof w dodatku z uporem twierdzący, że jest polskiego pochodzenia, cytuję (nomen omen):

"Kiedyś z nazwiskiem moim zwiąże się wspomnienie kryzysu, jakiego nie było na ziemi, najgłębszego konfliktu sumienia, odwrócenia się od wszystkiego, w co dotąd wierzono, czego się domagano, co wielbiono. Nie jestem człowiekiem, jestem dynamitem."

Ale naprawdę nie wydaje mi się, aby w XXI wieku, o którymkolwiek z poetów żyjących lub "nie wszystek umarłych" (cytat, Horacy) można powiedzieć coś podobnego. I mam nadzieję, że w dalszym ciągu wolno mi uwodzić piękne kobiety recytując np. "Lustro" autorstwa małżonka żony poety. Idąc tropem jej protestu, jakież trudne zadanie czeka prezydenta Sarkozy'ego, kiedy go w końcu ktoś poinformuje, że w podwarszawskich Tworkach trzech polskich obywateli podaje się za Napoleona Bonaparte? A co powinien zrobić kardynał Dziwisz, jak mu napiszę, że dwa kroki od jego rezydencji, w Kobierzynie, osobiście poznałem brodacza uważającego się za Jezusa? I podobno nie był jedyny.

Czytaj dalej....


19-01-2011

Jakkolwiek nie raz przyznawałem się do niskiej tolerancji na głupotę, twierdzenie: „Kto się durniem urodził, ten durniem umrze” uznaję za – co najmniej – kontrowersyjne. W końcu jest ewolucja, która nie działa przecież skokami, ale pracuje nad nami w każdej sekundzie dnia i nocy, nawet nad tymi, co dzisiaj uważają, że Donald Tusk biega z bateryjką i strąca samoloty. Ich dzieci i wnuki nie powinny już w to wierzyć, bo każde pokolenie, statystycznie rzecz ujmując, jest mądrzejsze od poprzedniego.

Jak to się więc dzieje, że wciąż są ludzie uważający, że kobiety powinny siedzieć w domu przy dzieciach? Albo że Jaruzelski jest zbrodniarzem zastrzeliwszy 9 górników, ale już Pinochet mimo wymordowania tysięcy Chilijczyków był wielkim reformatorem gospodarczym? Okazuje się, że odpowiedź na te pytania istnieje, znalazłem ją w artykule dziennika The Independent z 29 grudnia ub.r. pt. „Mózgi prawicowców różnią się” (od naszych). Warto było spędzić święta w Anglii, żeby go przeczytać.

Zaczęło się wszystko niewinnie. Znany także w Polsce brytyjski aktor Colin Firth w ramach swojego programu radiowego zamówił pół żartem, pół serio na Uniwersytecie Londyńskim badania mające odpowiedzieć m.in. na pytanie, czy mózgi warszawiaków stojących po dwóch stronach policyjnego kordonu w Święto Niepodległości są na pewno takie same. Geraint Rees, dyrektor Instytutu Neurologii Poznawczej w University College London postanowił to sprawdzić. Zaprzągł do pracy naukowców, zeskanował mózgi 90 studentów o różnych poglądach politycznych i – jak sam stwierdził – był bardzo zaskoczony rezultatami. Otóż naprawdę okazało się, że mózgi prawicowców i ludzi o poglądach lewicowych różnią się fizycznie! Że poglądy polityczne są ściśle związane z budową substancji szarej mózgu!

I tak, osoby uważające że in vitro to kwestia moralna, mają ewidentnie wyróżnione ciało modzelowate (amygdala), prymitywną część mózgu powiązaną z emocjami. A ci, którzy twierdzą, że skurwysyny bankowcy przebalowali nasze pieniądze, a jak przyszło je oddać ogłosili kryzys i kazali swoim kolegom politykom znaleźć je u chorych, wdów, sierot i innych biedaków, którzy nie mają szans tego oprotestować – że tak twierdzący mają w korze mózgowej pogrubioną przednią część zakrętu obręczy (anterior cingulates).

Tak więc kiedy następnym razem usłyszycie Państwo jak ktoś krzyczy, że Żydzi chcą zniszczyć polski naród albo kwestionuje naszą niepodległość – nie śmiejcie się. Wspomnijcie słowa najsławniejszego lewicowca w dziejach: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.”

13-12-2010



Jakiż to chłopiec piękny i młody? musiał pomyśleć każdy, kto w sobotnich wiadomościach oglądał spotkanie Wielkiego Przywódcy z młodzieżą. I nie chodzi oczywiście o samego Cezara, który z dobrotliwym uśmiechem wskazywał nastolatkom kłamców, oszustów i uzurpatorów, aż przypominała się głupawa piosenka ze znanego serialu: „tygrysa bierz na cel i rąb!” Nie; obok Jedynego Prawdziwego Ojca Jedynego Prawdziwego Narodu świecił wielki telebim, z którego wzruszała zamyślona twarz Młodego Polaka o ufnym spojrzeniu w dal, wołającym: prowadź nas Ojcze! nas młodych, zagubionych, oszukanych! Prowadź!
Proszę sobie wyobrazić, że ten Prawdziwie Polski, chopinowski „wzniosły smukły i młody, o, nie lada urody, śliczny chłopiec, czego chcieć? czarny wąsik biała płeć” to mój rodzony syn Jurand! Pękając z dumy powstrzymałem łzę i przetarłem z kurzu ryngraf z Matką Boską oraz skrzyżowane szable wiszące na kilimie. Ale jak moje pacholę zostało wybrane na ten Olimp, zapyta każdy zazdrosny rodzic. Czy za ojcowskie zasługi? Czy po kumotersku? A może trzeba było posmarować? Otóż nie, panie i panowie. Było to tak.
Do grupki ufnych nastolatków studiujących dzieła Wieszczów pod wierzbą płaczącą podchodzi młody człowiek z kamerą i mówi: chcecie zagrać w filmie? A co to za film? pyta młodzież, bo Hollywood Hollywoodem, ale jest zima, i na żadne zdejmowanie majtek dzieciaki się nie godzą. Nie, mówi pan reżyser, tym razem to kampania promocyjna. Promująca co? pytają dzieci, w końcu te parę klas liceum posiadają. Jeszcze nie wiadomo, odpowiada pan z kamerą, ale będzie w ubraniach: pochodzicie trochę, popatrzycie w dal, a ja zrobię z tego film. Jak tak, to można, zgadza się młodzież i gra w filmie.
Jakiż był jednak szok chłopców i dziewcząt, kiedy dwa dni później ujrzeli się na ekranach telewizorów jako przynęty Tytana Prawdy wołającego: „Drogie dzieci, chodźcie do Dziadzi!” Co się zaczęło dziać na Facebooku! Chcąc ratować godność młodzież zapytała mnie: co robić? A ja odpowiedziałem: nic. Jesteście profesjonalistami i możecie być dumni, że to was wybrano na reprezentantów Młodzieżowego Polskiego Ducha! A ty, mój synu, jakim pięknym musisz być bytem, jeżeli to właśnie twoja twarz ma uosabiać to, co najwspanialsze w Młodej Polskości. Czy nie widzisz tu Boskiej interwencji? Przecież wszyscy wiedzą, że urodziłeś się w dniu, w którym Donald Tusk został wybrany na przewodniczącego Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Więc jeżeli Gigant Uczciwości właśnie ciebie wybrał jako gołąbka pokoju mającego uczynić nas lepszymi, jest to kosmiczny język ukrytych uczuć, który już tutaj tłumaczę: „Donaldzie, synu marnotrawny! Przebaczam ci i proszę o przebaczenie! Spójrz na to Polskie Dziecię, które tak cię kocha, a które ja wybrałem z tysiąca, i pójdź w me ramiona ty wisusie, ty nicponiu, ty!”
Czyż nie byłoby pięknie?

02-12-2010

BARDZO KRÓTKA HISTORIA PEWNEGO UPADKU

22 listopada o 23.44 seipp pisze:
Przyjechałem dzisiaj do Krakowa i „coś we mnie pękło, coś się zmieniło”, jak śpiewał Chłopiec z Placu Broni. No i stało się: kupiłem 4 piwka i flasię. Po 17 latach i 3 miesiącach. Miało być pięknie, a wyszło jak zawsze – miało być z tobą bracie, z Artkiem, z Włodkiem. Niestety, znowu piję sam jak niekochana pizda w 4 ścianach. Tak to już widocznie z tym piciem musi być. Gra muzyka.
Jest taki punkt w programie 12 kroków, który był dla mnie nie do przeskoczenia: że nie piję dla siebie. Ja dla siebie nie umiem nawet oddychać, a co dopiero nie pić. Cały czas pamiętając więc o zdaniu, że pijesz nie dlatego, że coś cię wkurwia, ale dlatego, że chcesz się napić, wyszedłem najpierw na spacer, nie pomogło, potem wszedłem – jak zwykle od 17 lat – do cukierni, i właśnie tam powiedziałem sobie: dość. Dosyć ciasteczek, lekarzy, kawiarni, tabletek. Przeszedłem do sklepu obok i kupiłem 2 carlsbergi, 2 okocimy i Stocka 84. Jak na razie jedyne co mogę powiedzieć to: rozczarowanie. Nie te smaki, nie ten kop, jestem tylko coraz bardziej zmęczony i smutny

Czytaj dalej....


22-09-2010

KIM JEST POETA? CZYM JEST POEZJA?
[esej przygotowany na wieczór poetycki 20-09-2010]

Czytaj dalej....

05-09-2010

U W A G A !    Z A P R O S Z E N I E !

20 WRZEŚNIA 2010
PONIEDZIAŁEK, 19.00

Dom Kultury Śródmieście
Scena na Smolnej 9
(wejście od Al. Jerozolimskich 2)

GNOZA BEZSENSU
POEZJA
MUZYKA
HUMOR

JERZY SEIPP
WIERSZE

FUNK YOU VERY MUCH
MUZYKA

ANDRZEJ GNIAZDOWSKI
WERNISAŻ



Odkąd spotykam się z Państwem publicznie jako autor powieści, najciekawszy kontakt nawiązujemy zawsze wówczas, kiedy czytam dla was swoje wiersze. Słuchacie w skupieniu, prosicie o przysyłanie ich wam – bo wydawcy mają oczywiście odmienne zdanie na temat poezji i od wielu lat nie potrafię żadnego przekonać, że dorzucenie na moją półkę w księgarniach małego tomiku p.t. „Jeżeli jestem poetą” nie pogłębi światowego kryzysu finansowego, ani nie zdewastuje Polskiej Kultury z o Wiele Ważniejszymi Potrzebami. Jak pięknie powiedziała to jedna z Czytelniczek, przyjezdny pisarz to obcy inteligentny pan, o którym wiadomo, że potrafi wymyślać ciekawe i mądre historie. Ale kiedy wstaję i czytam swoje wiersze, to już nie są obce wymyślone przygody. Jakbym rozbierał się z każdym słowem, i nagle można zobaczyć, a nawet dotknąć żywego procesu twórczego, którego prąd przechodzi z autora na słuchaczy. Wrażenie podobno wstrząsające, dziękuję, sam bym tego ładniej nie opisał.

Zapraszam więc Państwa na bardzo interesujący koncert sztuk połączonych – malarstwo, muzyka, poezja – gdzie będę miał zaszczyt i przyjemność wystąpić i przeczytać kilka poematów. Tradycyjnie już pośmiejemy się trochę z literackiego zadęcia i zaprezentuję też przygotowany specjalnie na tę okazję krótki felieton „Kim jest poeta, czym jest poezja?”

09-08-2010

Ledwo zdążył ukazać się mój esej o głupocie, a życie błyskawicznie dopisało nowy akapit. Otóż okazało się nagle, że kilku luminarzom z naszej politycznej elity zimne piwo kojarzy się z… trupem ś.p. Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej! Rozumiecie: zimne piwo = zimny trup. I zakazali. Dokładnie czego, to w sumie nie wiem, chyba głośnego zamawiania zimnego piwa. Mojemu sąsiadowi twierdzącemu że to na pisarzach ciąży obowiązek walki z głupotą od razu powiedziałem: poddaję się, przegrałem, podpalam komputer i lecę po pół litra.

Podczas ostatnich wyborów mój syn głosował po raz pierwszy i kiedy słuchałem jego „młodzieńczych” uwag na temat naszych „dorosłych” postaw obywatelskich, przyznaję, że trochę się zawstydziłem. Bo faktycznie, ludzie latają na księżyc, a tu dwóch kandydatów na najwyższy urząd wielkiego państwa kłóciło się o to, który jest bardziej Polakiem, a który bardziej katolikiem. W XXI wieku upadających banków i wyzwań na skalę kontynentu, debatowali co wolno, a czego nie wolno gejom, chcieli pozwalać, lub nie pozwalać, zachodzić kobietom w ciążę! A na czym ja sam, razem z resztą „dojrzałego” społeczeństwa, opieramy swoje wybory polityczne? Na pretensjach, złudzeniach i dąsach sprzed 20, 30 i więcej lat! Tak chcemy budować przyszłość młodym ludziom, zmuszając ich jednocześnie do pracy na nasze emerytury.

Chyba najzabawniejszym momentem w tej wyborczej piaskownicy był straszliwy okrzyk jednego z Wielkich Przywódców, mający tego Drugiego zdruzgotać, skompromitować oraz pozbawić czci i wiary: „Bo pan jest liberałem!” Nie chcę nikogo obrażać, ale ot tak, na wszelki wypadek zacytuję Encyklopedię PWN:

LIBERALIZM [łac.], postawa światopoglądowa oparta na indywidualistycznej koncepcji człowieka i społeczeństwa, głosząca, że wolność [łac. liberalis ‘dotyczący wolności’] i nieskrępowana przymusem politycznym działalność jednostek mają wartość nadrzędną i są najpewniejszym źródłem postępu we wszystkich sferach życia zbiorowego. Mianem liberalizmu określa się również postawę życiową odznaczającą się tolerancją i otwartością na poglądy i postępowanie innych osób i zbiorowości, przeciwstawianą dogmatyzmowi, fanatyzmowi, autorytaryzmowi. Termin liberalizm pochodzi od nazwy hiszpańskiego stronnictwa Liberales [‘wolnościowcy’], które w pocz. XIX w. domagało się oparcia rządów na podstawach konstytucji, gwarantującej wolność jednostki.

Czyli dla mnie, okrzyk ten zabrzmiał mniej więcej tak: „Bo pan uważa, że ludzie powinni żyć wolni, a rząd powinien opierać się na konstytucji!”. Hmmm… Wolę się nawet nie zastanawiać, co w takim razie myśli na ten temat Krzyczący.

Jest i druga inwektywa robiąca ostatnio karierę wśród szamanów głupoty, a mianowicie zapateryzm, lub jeszcze piękniej zapaterysta. Możemy się tylko domyślać, że ma ona coś wspólnego z aktualnym, demokratycznie wybranym premierem Hiszpanii. Kto zacz, ten zapaterysta, nie jestem pewien; ktoś, kto dużo przeklina? (zapatero to po polsku szewc) Ktoś pijany w poniedziałek? A może chodzi o słynne hiszpańskie byki? Na przykład ktoś z jajami jak byk. Kto ma już dosyć pierdolenia się z głupotą jak ze świętą krową i wymierza jej takiego kopa, że głupota nagle znika! Przynajmniej na jakiś czas. Czego sobie i Państwu życzę.

21-07-2010

Dużo się działo ostatnio w naszym pięknym kraju, a kiedy powtarzam, że mnie to nic a nic nie obchodzi, nikt nie chce uwierzyć i muszę się tłumaczyć dlaczego cieszę się, że syn poszedł głosować.

Dwie są sprawy, które determinują brak mojego udziału w pędzącej rzeczywistości. Pierwsza, to niezrozumiały zwyczaj dyskutowania z głupotą. Że niby głupota też ma swoje prawa w demokracji! Czyli ktoś publicznie, najczęściej w telewizorze, gada głupoty, a inni debatują na ten temat, spierają się, wysuwają kontrargumenty i dają przykłady z klasyków. Głupota potrafi ośmieszyć wszystko: bohaterstwo, tragedię, religijne świętości. Każdy kto oglądał w ostatnią niedzielę wiadomości mógł usłyszeć, że tańcząca wesoło na mieście młodzież „zhańbiła uświęcone krwią powstańców warszawskie ulice.” Albo trochę wcześniej inna pani krzyczała z ekranu, że „jeżeli ja zapomnę, niech Bóg o mnie zapomni!” Powinna być bardziej ostrożna, bo dowcipny Ojciec może jej zafundować alzheimera, i co wtedy szanowna pani? Kociołek smoły przez całą wieczmość, nie ma zmiłuj. Mój sąsiad twierdzi, że głupoty nie można ignorować, trzeba ją walić w pysk i patrzyć czy równo puchnie. I że od tego są właśnie artyści, a pisarze w szczególności. Bo jak historia uczy, zaniedbanie agresywnej głupoty prowadzi do załamania systemu odpornościowego organizmu i następuje wtedy nieszczęście: w porządnych do wczoraj ludziach budzą się zbrodniarze. I to jest ta druga sprawa.

Okazuje się, że prawie połowa naszego narodu mimo katolickiej deklaracji nie ma zamiaru nikomu przebaczyć. I chociaż tak pięknie wygraliśmy dwadzieścia lat temu, nie potrafią okazać wspaniałomyślności zwycięzców. Że największym grzechem nas, czyli tej drugiej ponad połowy, jest to, że kiedy był na to czas, nie zgodziliśmy się ubrać komunistami drzew i latarni. „Gruba kreska” pozbawiła tej pierwszej prawie połowy okazji do pohulania sobie do woli i bezkarnie, może już ostatniej. „W zawodzie patrioty najbardziej lubię gwałcenie i rabowanie.” Upór i konsekwencja tej prawie połowy w dążeniu do wyrównania rachunków może śmieszyć, ale wielu tumani, więc powinna raczej przestraszać. Mamy czasy diabła, powinniśmy więc bardziej uważać na to, kto nas namawia i do czego.

A co poza tym? Odzyskałem już prawa do obydwu swoich książek, mam nadzieję że niedługo ukażą się znowu, lepsze i ładniejsze. Napisałem też scenariusz z „Królewny”; przez ostatnie pół roku próbuję namówić parę osób, żebyśmy zrobili z tego film.

Wiadomość z ostatniej chwili. Wreszcie okazało się czarno na białym, że wszystkie te tabletki wspomagające odchudzanie to pic na wodę, fotomontaż. Poważni naukowcy wzięli je pod lupę, serwowali ludziom, a innym dawali placebo, jak to zwykle oni. I co się okazało? Nie, że działają słabo. Nie, że na niektórych choć troszeczkę. One nie działają W OGÓLE. Nigdy i na nikogo. Ja zdaję sobie sprawę, że kupowaliśmy je nie z fantazji, a z rozpaczy i desperacji, a kiedy jedne nie działały, próbowaliśmy innych, jeszcze droższych. Niestety, od dzisiaj pozostaje już tylko wysiłek fizyczny. Ewentualnie machnięcie ręką na całe to zamieszanie ze szczupłością. Szczupli też umierają przedwcześnie i niekoniecznie mają przedtem lepszy seks.

Bo to, że próby powiększania członka pozwalają tylko wydłużyć go w stanie spoczynku, tak, że nie będzie już zmniejszał się do rozmiaru ziarnka fasoli, to pewnie wiecie od dawna. A jaki Bóg dał rozmiar w stanie erekcji, tego żadna pompka, ani najlepszy chirurg nie zmieni już nigdy. Ja sam po zimnym prysznicu mam tam zaledwie śliweczkę. Tym, którym odbiera to pewność siebie dedykuję cytat ze swojego ulubionego pisarza Bogdana Ruthy. „Pewnego dnia rodzicom podpadło, że dziewczynka lata zarumieniona, z błyszczącymi oczami, że ciągle nerwowo odrzuca włosy z czoła. Małą przyparto do muru, no i wszystko się wydało. Synek Marii Luizy zaczął z nią podobno zabawy od tego, że kazał jej wkładać rękę do kieszeni swych spodni, utrzymując, że trzyma tam myszkę, która raz po raz zmienia się w szczura z czekolady.”

A kto ruszy stąd Krzyż, ten jest żydem! Rozumiecie, o co mi chodzi?

08-12-2009

Uzbierało się kilka spraw. Przede wszystkim znowu pojawił się temat mojej chytrości, że nawet znajomym nie chcę rozdawać książek za darmo. Pokutuje legenda, że autor dostaje od wydawcy swoje książki na kilogramy. Tym, którzy wciąż w to wierzą oświadczam raz jeszcze: autorskich egzemplarzy „Królewny” otrzymałem sześć, a pozostałych kilkadziesiąt, dla rodziny i przyjaciół rozrzuconych po świecie, na spotkania autorskie i dla Państwa tutaj, musiałem od wydawcy kupić. Nie mam wątpliwości, że jestem największym indywidualnym nabywcą swojej własnej powieści.

Drugi temat to korespondencja tutaj, poprzez Kontakt, a dokładniej pretensje, że nie odpisuję. Proszę Państwa, odpisuję na wszystkie maile, ale zdarzyło się nie raz i nie dwa, że moje odpowiedzi wracały niedostarczone z powodu błędnego adresu. Nie dostaję go automatycznie, swój adres wpisują Państwo własnoręcznie, więc proszę zwracać uwagę na dokładność każdej literki. I sprawdzić, jeżeli po paru dniach nie ma ode mnie odpowiedzi.

I wreszcie niesamowita reakcja na jedno zdanie z poprzednich Aktualności, a mianowicie „…nie jest to Nóż Ojca.” To wspaniałe uczucie dowiedzieć się, że czekają Państwo na moją nową powieść i „nie wyobrażają sobie, że mogłaby nie powstać”. Na razie powiem tylko, że muszę w najbliższym czasie poświęcić się ratowaniu „Królewny”, zanim zacznę inwestować czas i emocje w „Nóż Ojca”. „Szatański Plan” to warsztatowa zabawa, mam nadzieję, że sprawi Państwu taką samą przyjemność przy czytaniu, jak mnie przy pisaniu.

01-09-2009

Drżyjcie trony, klękajcie narody! Po długich a ciężkich stałem się wreszcie szczęśliwym posiadaczem 19m² atelier w Krakowie i piszę nową książkę.

1 września to dobra data, lubię ją. Tego dnia, 16 lat temu – niechcący, ale jednak – porzuciłem zgubne nałogi, choć jeszcze dzień wcześniej spędzałem popołudnie na drzemce na ulicznym trawniku. Niechcący, bo gdyby wówczas ręka była w stanie nadal unosić szklankę, a serce coś spalić, pewnie fechtowałbym się dalej w tym heroicznym wysiłku: niedobre, a tatuś musi. Trzepiąc w delirce kończynami o ziemię nie wyglądałem pewnie na faceta, który na wszystkie uwagi miał jedną odpowiedź: za swoje, więc co to kogo obchodzi. Potrzeba było naprawdę paru osób dobrej woli, żeby wtłoczyć z powrotem życie w to skołatane ciałko. O umyśle produkującym wciąż i wciąż zmutowane robactwo nie będę nawet wspominał. Jakim cudem te naprawdę parę osób dobrej woli odniosło sukces pozostaje dla mnie do dziś niezgłębioną tajemnicą, dalibóg, chylę czoła.

Jeżeli będziesz spacerować nad Wisłą koło Wawelu i dojdziesz do kościoła Na Skałce, zmów za mnie paciorek. Bo właśnie tam, pod klasztornym murem na ulicy Paulińskiej mam zamiar spędzić jesień i zimę barując się ze słowem. Aha, i nie jest to „Nóż Ojca”.

21-07-2009

Jakiś czas temu otrzymałem tutaj maila, że to nie fair tak zniknąć na wiele miesięcy bez znaku życia, zwłaszcza po jakże dramatycznym, ostatnim wpisie. Wtedy nie byłem jeszcze w stanie na niego zareagować, dzisiaj mogę już pogawędzić.

Po pogrzebie na londyńskim cmentarzu w East Finchley (alejka High View Road, kwatera Z 46) został tylko prostokąt wzruszonej ziemi; jakże maleńki ślad, że coś się stało i brak jakiegokolwiek znaku komu. Nie pozwalało mi to spać i myśleć o czymkolwiek innym po przyjeździe do Warszawy. Zamówiłem więc w zakładzie pogrzebowym – gdzie jestem już witany jak stały klient – drewniany krzyż z tabliczką, wynająłem samochód, zapakowałem rodzinę i wróciłem do Londynu. Krzyż oczywiście ledwo zmieścił się w samochodzie: trzeba było złożyć część tylnego siedzenia. Mój 190 centymetrowy syn rozpaczliwie usiłował odmówić wzięcia udziału w eskapadzie, ponieważ musiał przejechać Europę zgięty wpół, ale nie było przeproś. Dlaczego tego krzyża nie zamówiłem na miejscu pozostanie tajemnicą zarówno dla mnie jak i przyszłych pokoleń. Widocznie „Nóż Ojca” potrzebował i tej ofiary. 2 stycznia wróciliśmy do Polski, a pięć dni później moja partnerka przejęzyczyła się i – zupełnie niechcący – zerwawszy ze mnie kołdrę w biały dzień wykrzyczała, że ma tego dosyć i nie może już na mnie patrzeć. Cztery zimowe miesiące spędziłem więc samotnie na wsi, od czasu do czasu zasypywany śniegiem. Za to wreszcie moje psy były szczęśliwe, mając mnie tylko dla siebie, dzień i noc.

Streszczając się: jeszcze raz okazało się, że „żywy do ziemi nie wlizie”. Wiosna puściła wszystko w niepamięć i z każdym promieniem słoneczka, z każdym stopniem ciepła wyjeżdżałem z domu dalej i dalej. Dogadałem się z synem, uzgodniłem warunki rozejmu z kobietą. Wreszcie pod pretekstem urodzin zebrałem rodzinę i starych przyjaciół, nakroiłem wielki gar chłodnika, upiekłem wieprza i znowu ruszam w życie uznając żałobę za dokonaną. Zrozumiałem też, dlaczego przez ten cały czas nie chciałem, czy też nie mogłem pisać „Noża Ojca”.

Kiedy po skończeniu „Królewny” notowałem szybko plan dalszego ciągu przygód Bartka Zborowskiego, motorem była bezwzględna potrzeba jego spotkania z ojcem. O tej relacji jest książka, dlatego nie brakuje w niej gwałtownych emocji i porywczych reakcji. Krew bryzga po ścianach i sufitach, ginie przez tę wojnę wszystko, co się rusza i na drzewo nie ucieka. Kryminał to przy ich spotkaniu cicha przystań na Helu. Ale przestałem pisać, mało tego, podjąłem decyzję, że w ogóle pierdolę całe to pisanie i wracam do zawodowego picia. Wczorajsze spotkania i rozmowy z bliskimi, życzliwymi mym rozterkom ludźmi pozwoliły mi zobaczyć co się stało. Otóż jeżeli rozważymy „Królewnę” w optyce relacji rodzice – dzieci, łatwo zauważyć, że dla rodziców nie ma tam litości. I dopiero mój własny nastolatek łaknący swojej dorosłości jak wilk złapany w potrzask – i jak on pragnący uwolnić się, choćby to wymagało odgryzienia własnej łapy – chlastający na odlew po kochających ojcowskich dłoniach pragnących przecież tylko pomóc i ochronić, dopiero ten mój własny Ikar zostawiający mnie samotnego i skomlącego daleko za sobą uświadomił mi, że nie jestem już dzieckiem, choćbym chciał tego najbardziej na świecie. I nie zabierze mnie ze sobą w wakacje na Mazury, bo od tego ma kolegów. Łatwo było mówić o łuku i strzale, kiedy ta strzała była w zasięgu wzroku. Egzamin trzeba zdać, kiedy strzała szybuje do własnego Słońca i nie zawraca sobie głowy rozsychającym się łukiem, skarżącym się do wiernych psich oczu na swój los. Ledwo doczołgałem się do psychoanalityka po to tylko, żeby usłyszeć, że problem ludzkości polega właśnie na tym, że nie da się naprawić tego, co zepsuło się podczas „wychowywania”.

I dlatego „Nóż Ojca” nie może być napisany tak, jak „Królewna”, przez Bartusia, 40 letniego chłopczyka, którego chciał zarżnąć tatuś. To musi być książka napisana przez jego ojca. Niech opowie jak się czuł, kiedy Pan Bóg wręczył mu nóż. A Bartek zrobi z tym co zechce.

13-11-2008

Otrzymałem niedawno propozycję napisania artykułu na temat kultury palenia cygar, nawet go zacząłem. Pisałem m.in.:

"... gorliwcy usiłujący oduczyć palenia tytoniu natychmiast i wszystkich, zakneblowali rozum, przepędzili zdrowy rozsądek, podeptali wolności obywatelskie, za które dziadowie i ojce krew przelewali i w gorliwości swej nie odpuszczą, dopóki ostatniego lękliwie rozglądającego się po ulicy palacza nie skażą na Sybir. A nastolatki nie byłyby sobą, gdyby natychmiast nie zareagowały lekceważącym śmiechem na agresję hipokrytów i palą na potęgę. Oni wiedzą, że palenie szkodzi. Tak samo jak golonka, sernik z rodzynkami, latanie samolotem, długie rozmowy przez komórkę, że o coca-coli nie wspomnę. Oto co gorliwcy uczynili w swej gorliwości."

Nie dokończę tego artykułu. 11 listopada o 22.15 moja młodsza siostra Alicja zmarła w swoim domu w Londynie na raka płuc. Paliła, oczywiście, ale przecież ja też paliłem! Była ze mną w tych najpiękniejszych latach jakie na chwilę spłynęły na ziemię, kiedy dojrzewaliśmy w młodzieńczym przekonaniu, że oto udało się zmienić świat. Muzyka grała nam przez cały czas, dzień i noc, 24 x 7. Razem szukaliśmy Grala wędrując stopem po Polsce i fruwając w rozgwieżdżony kosmos na kukuruźnikowych skrzydłach parkopanu – razem uczyliśmy się smażyć krople Inoziemcowa i pić ciepły spirytus z gwinta nocą na plaży. Żeby choć na chwilę zapomnieć o Polskim Piekle. Lusia bała się go, nie wierzyła w Wielkiego Brata – socjalizm uważała za wyrafinowany napęd jaki Polskie Piekło dostało od Rosji w prezencie i hulało na nim bez niczyjej pomocy. Nagły luz z rozdawaniem paszportów w 1981 roku wykorzystała w jedyny rozsądny sposób: złapała swój i tyle jej widzieliśmy.

Mój świat dramatycznie się skurczył. Przecież to wydarzyło się zaledwie wczoraj…! Czy naprawdę nasze życie to zaledwie "15 minut" ? I to wszystko?

04-08-2008

Kanikuła, spoko. Nanizuję stronice nowej książki na twardy dysk i obracam Nożem Ojca w swoim sercu – krew można zbierać wiadrami. A przypominam się Państwu, ponieważ niedawno ukazał się obszerny wywiad z niżej podpisanym w portalu.

htpp://www.zbrodniawbibliotece.pl

Zapraszam serdecznie!

02-05-2008

Uwaga! Okazja! Po ostatnich oszałamiających sukcesach ponownie będę miał zaszczyt i przyjemność spotkać się z moimi ukochanymi Czytelnikami. Na Międzynarodowych Targach Książki w Pałacu Kultury będę czekał na Państwa w niedzielę 18 maja o godzinie 12 w południe. Zapraszam wszystkich serdecznie!


29-03-2008

Co za wieczór! Chociaż lekko niepokoił mnie brak wybuchów śmiechu w odpowiednich momentach to wyjaśniło się, że odkąd siadły mikrofony niewiele było słychać po klubowych kątach. Nie mam ambicji proroka, więc nie szkodzi. Dużo bardziej cieszył mnie fakt, że podczas Święta Literatury dorośli ludzie mogli pić drinki i palić do woli swoje papierosy i cygara "jak za starych pieprzonych czasów" - że zacytuję jednego z bohaterów Królewny. Dzisiaj, gdy tak ostentacyjnie gwałci się swobody obywatelskie był to widok miły dla oka.

Chcę tutaj wszystkim podziękować za spotkanie: oprócz mieszkańców Warszawy specjalnie na ten wieczór przybyli goście z Krakowa, Gdyni, a nawet z dalekiej Andaluzji. Dla mnie! Spotkałem przyjaciół, których nie widziałem 10, 13 czy 27 lat! Wierzcie mi, dla takich chwil warto urodzić się Artystą.

Dziękuję Piotrowi i Wojtkowi za wspaniały koncert mimo rejwachu i wszechobecnych obściskiwań. Waldkowi, za jego cudowną miłość do moich książek i umiejętność przekazywania tej miłości innym. Małgosi za sprowadzenie kamer i utrwalenie duchów sprzed ćwierćwiecza. Anecie za gościnę. Wszystkim, wszystkim, wszystkim, którzy przyszli i zaszczycili mnie swoją obecnością. To było piękne!

[ Galeria zdjęc ] [ Video ]



06-03-2008

Drodzy Przyjaciele, Szanowni Czytelnicy! Dokonało się, "Królewna" rządzi i dzięki temu możemy znowu spotkać się i pożartować sobie z literatury i nie tylko. Gościny udziela nam Klub Remont, niegdyś mekka sztuki alternatywnej, gdzie wraz z innymi młodymi i gniewnymi zdobywałem ostrogi Artysty bezkompromisowego i nie do zdarcia. Możecie o tym poczytać na tej stronie w Autobiografii 1981 - 1984, oraz w Filmach, o "Animacji".

W piątek 28 marca o godz.18.00 Piotr Cieślikowski na saksofonie tenorowym wraz z Wojtkiem Pulcynem na kontrabasie pomogą mi stworzyć l'ambiance noire pasującą do tak czarnego kryminału jakim jest "Królewna". Waldka Obłozy też nie muszę przedstawiać nikomu, kto chociaż raz w życiu włączył telewizor. Będzie zachęcał Państwa do sięgnięcia po moje książki, a także wspólnie zaprezentujemy nasze talenty kabaretowe. Zapraszam serdecznie!

03-03-2008

"Królewna" jest już w księgarniach, sprzedawana jako powieść sensacyjna. Mam nadzieję, że Czytelnicy, tak życzliwi dla "Angielki", nie rozczarują się tą zmianą gry i docenią moje nieustające poczucie   humoru:  chyba  niezbyt  często  w  powieściach  sensacyjnych   zawodowy   detektyw o d m a w i a   wykrycia mordercy.

"Angielka" była dla mnie zabawą w sienkiewiczowsko - samochodzikowy romans patriotyczny z odrobiną autoironii: tytułowa bohaterka mogłaby przecież żywcem pójść do nieba. W "Królewnie" otwarcie przyznaję się do fascynacji czarnym kryminałem. Tak czarnym, że Bohater pragnąc zwyciężyć Złego sam przyjmuje jego postać i schodzi do piekieł, jakkolwiek tłumaczy sobie, że supermani z komiksów robili gorsze rzeczy. Mój 16-letni syn cieszy się, że go nie zawiodłem i wreszcie napisałem coś dla młodzieży: seks, morderstwa, krew i zbrodnie to jest to, co dzieci w bajkach lubią najbardziej.

01-03-2008

Spotkał mnie niemały zaszczyt. Stowarzyszenie "Larix" zaprosiło mnie do nagrania wersji dźwiękowej powieści "Angielka" dla osób niewidomych i słabowidzących. To wspaniałe uczucie, że powieść zyska nowe grono Czytelników zdawałoby się skazanych na rozbrat z literaturą na co dzień. Dziękuję za wyróżnienie!

01-01-2008

Z NOWYM ROKIEM NOWYM KROKIEM!!!

Obetrzyjcie łzy i wysłuchajmy razem piosenki! Gra i śpiewa zespół Azyl P!

Pustynia bez końca
I niebo bez chmur.
Pustynia przeklęta,
ja na niej jak szczur.
Błagając o pomoc
Padam na twarz.
Pustynia gorąca
i ten silny wiatr.

Chyba umieram, chyba umieram.
Chyba umieram, chyba umieram.

Pustynia bez serca,
litości w niej brak.
Pustynia bez piasku,
ja na niej jak wrak.
Pustynia bez wyjścia,
me oczy we mgle.
Pustynia przeklęta,
Zalewa mnie krew.

Chyba umieram, chyba umieram.
Chyba umieram, chyba umieram.

Muzyka i słowa – Andrzej Siewierski (1964-2007), Leszek Żelichowski

13-11-2007

"Jestem człowiekiem, któremu umarła matka."

21-10-2007

Kimi Raikkonen mistrzem świata!
Moja strona ujawniła się w Google'u!
Bolszewicy przegrali wybory!


27-08-2007

Udało się! Wprawdzie z lekkim opóźnieniem, ale w końcu dotarłem do XXI wieku. Strona odpaliła i oto możesz, Drogi Czytelniku, dowiedzieć się prawie wszystkiego o swoim autorze z podręcznego źródła jakim jest Internet.

Przepraszam, że "Filmów" na razie nie włączyliśmy - wymagają specjalnej obróbki. Tak samo wersja angielska - będzie niedługo. Zależało nam żeby wystartować jeszcze za życia autora… ;)

Sytuacja na dzisiaj: "Angielki" w księgarniach podobno już nie ma, w Internecie wciąż można ją dostać bez problemu. "Królewna" - której diaboliczną zapowiedzią jest pierwszy ekran mojej strony - miała ukazać się w październiku. Z przyczyn ode mnie niezależnych będzie na półkach dopiero w lutym 2008.

W tej chwili pracuję nad kolejną powieścią, "Nóż ojca", która jest kontynuacją "Królewny". Zapraszam!  Powrót do góry


Uważaj, gdy ścigasz diabła.   Bo możesz znaleźć go w sobie.